Nie taka znów prosta niestety.
Dziś mi się wszystkiego odechciało...
Kot nam się rozchorował, prognoza pogody na 21.09 i co gorsza na 22.09 jest koszmarna, mamusia mojego P zrobiła ostatnio aferę i się na niego obraziła, a ja jestem przeziębiona. Mam już czarną wizję ślubu w strugach deszczu i smutnego męża którego mamusia nie raczyła się pojawić na ślubie własnego syna. Nie będę się rozpisywała o jej histeriach...
Mamy dwie koleżanki w ciąży którym zbiera się na rodzenie i nie wiadomo kiedy się zbierze no i jeszcze nie wiem co z kolejnymi 4 osobami które nie mogą się zdecydować. Mam nadzieje, że po weekendzie będzie więcej informacji...
No i do tego mam kocioł z remontem naszej kamienicy.
Zmieniła makijażystkę na tą co mnie kiedyś na warsztatach malowała - zdjęcia z tego malowania już kiedyś wstawiałam, dzięki temu będę malowana w swoim mieszkanku i parę fotek będę z niego miała (to akurat pozytywne)
Staram się gonić mojego P żeby skończył grafikę wszystkich rzeczy do druku, ale on wraca do domu po 20.
Musimy jeszcze jakąś muzyczkę na poprawiny przygotować, poćwiczyć pierwszy taniec no i ogarnąć sobotnie imprezki - P wychodzi z kolegami na miasto a ja z kilkoma koleżankami zostajemy w domu - sushi zrobię (i to też jest pozytywne bo lubię je robić i jeść)
Zatem ślub za 9 dni...
Dziś mam dentystę, spotkanie w restauracji i wszystkiego dosyć.
czwartek, 12 września 2013
poniedziałek, 2 września 2013
Tydzień pod znakiem kwiata
Zaczęło się od zamówienia bukietu i przypinki do sukienki świadkowej. Strach przed robieniem bukietu w przed dzień ślubu wygrał z moim zamiłowaniem do ich układania. Bukiet ma być taki:
Generalnie wydaje mi się, że po tych zdjęciach kazdy by się połapał o co mi chodzi.
Potem zaczęłam poważnie podchodzić do kwestii dekoracji kościoła. Niestety jesteśmy sami naszego 21.09 ze ślubem wiec sami płacimy za dekorację kościoła plus jest taki że sami wybieramy jak ma ona wyglądać. Na razie zdecydowałam sie na dwie, wysokie czarne donice ustawione po bokach ołtarza, w których mają sie znaleźć kompozycje z chryzantem, gipsówki i białych wrzosów.
Następnym wg mnie nie istniejącym problemem, a wg mojej mamy nad wyraz istotnym, jest sprawa dekoracji auta.
My wymyśliliśmy coś takiego, ale bez kwiatów, sama wstążka
Natomiast mama wynalazła jakieś ratanowe zawijaki dosyc tandetnie wyglądające .
Kolejna sprawa wymagajaca jedynie dokupienia kwiatów czyli dekoracja stołów. Już dawno temu kupiliśmy świeczniki i naczynka na kwiaty:
Świeczników z piaskiem i 3 świecami będzie 12 a w aluminiowych osłonkach mają być kompozycje z bialego wrzosu, hortensji z ogrodu mamy i jakiś jeszcze białych kwiatów. Do tego tak jak to bylo zaplanowane mają być dostawione latarenki i dynie ozdobne.
Mniej więcej taki ma być, tylko mniejszy trochę, ale taki jesienny ogrodowy i kolorowy. Te poniżej też mają coś w sobie.
Generalnie wydaje mi się, że po tych zdjęciach kazdy by się połapał o co mi chodzi.
Potem zaczęłam poważnie podchodzić do kwestii dekoracji kościoła. Niestety jesteśmy sami naszego 21.09 ze ślubem wiec sami płacimy za dekorację kościoła plus jest taki że sami wybieramy jak ma ona wyglądać. Na razie zdecydowałam sie na dwie, wysokie czarne donice ustawione po bokach ołtarza, w których mają sie znaleźć kompozycje z chryzantem, gipsówki i białych wrzosów.
Następnym wg mnie nie istniejącym problemem, a wg mojej mamy nad wyraz istotnym, jest sprawa dekoracji auta.
My wymyśliliśmy coś takiego, ale bez kwiatów, sama wstążka
Taka opcja wg mnie ewentualnie wchodzi w grę, ale wymaga wiecej roboty.
Natomiast mama wynalazła jakieś ratanowe zawijaki dosyc tandetnie wyglądające .
Kolejna sprawa wymagajaca jedynie dokupienia kwiatów czyli dekoracja stołów. Już dawno temu kupiliśmy świeczniki i naczynka na kwiaty:
czwartek, 29 sierpnia 2013
Lista rzeczy do zrobienia
Nie mam ostatnio na nic czasu i jeszcze, w tym braku czasu staram się organizować ostatnie dosyć istotne szczegóły dotyczące wesela.
Ciężko mówię Wam!
- Na kwiaty mam znów inny pomysł i dochodzę do wniosku, że jednak zamówię wiązankę chociaż miałam ostatnio momenty kiedy to chciałam ją robić sama, ale to chyba kiepski pomysł wieczór przed ślubem.
- Zrezygnowaliśmy własnie z dekoracji ze wstążek- nie będziemy mieć czasu na bieganie z drabiną po nocy no i też trochę kasy by na to poszło - trochę żałuję, ale koło pieca zdecydowaliśmy postawić kwiaty w doniczkach- też będzie ładnie.
- Czeka nas jeszcze zarezerwowanie miejsc dla tych którzy nie mogą sami ich sobie zapewnić.
- Staram się ogarnąć poprawiny które mają się odbyć w ogrodzie mojej mamy. Daliśmy radę już rozstawić dodatkową altankę, przynieść stoły, policzyć krzesła i znaleźć pojemnik na chłodzenie piwa w lodzie - swoją drogą to zabytkowa kanka na miód po moim pradziadku. W stresie rzuciliśmy się też do sklepu po ów piwo, oraz wino i trochę wódki na bramy. Cały czas nie mogę się doprosić wyceny cateringowej na te nasze poprawiny...
- No i jeszcze brat mojego P chce zorganizować chrzciny syna przy okazji pobytu w Polsce i ma 2 opcje albo zaraz po naszym ślubie albo w niedzielę.. I tak źle i tak nie dobrze ale już bym wolała po ślubie niż w niedzielę na kacu.
Ciężko mówię Wam!
wtorek, 13 sierpnia 2013
Numeracja stołów
Zaistniała potrzeba zrobienia numeracji stołów, sądzę, że jednak jest to wygodne rozwiązanie usprawniające organizację sadzania ludzi.
Ramki z Ikei, trochę wzorzystego papieru i wieczór z nożyczkami w ręku.
Ta dam!
Ramki z Ikei, trochę wzorzystego papieru i wieczór z nożyczkami w ręku.
Ta dam!
Stołów będziemy mieli 6, numerki zrobiłam w 2 wersjach tak, żeby trochę urozmaicić i są na przemian w różne wzory i na różnym tle (na zdjęciach nie widać ale są dwa różne odcienie granatu na tle). Wszystkie są dwustronne. Nie zdjęłam jeszcze folii ochronnej z pleksi dlatego są tam takie czarne znaczki.
Byłam w szoku jak zobaczyłam masę takich wzorzystych papierów w papierniczym - chyba z 15 min wybierałam, chociaż ze względu na kolorystykę miałam może z 5 arkuszy do wyboru no i z tych pięciu musiałam dobrać podobną tonację więc nie do końca podoba mi się ten w serduszka, ale to tylko deseń. Do tego dokupiłam brystol na tło - 2 kartki A4. W sumie kosztowały mnie te papierki z 8 zł, a ramki 3 zł za szt. Wydrukowałam sobie szablony, które wycięłam, odrysowałam na odwrocie wzorzystych papierków i wycinałam caaały wieczór.
Do tych numerków mój chłop przygotowuje graficznie tablicę z alfabetycznie wypisanymi nazwiskami gości, coś na tej zasadzie, nie w tym stylu:
![]() |
| www.bialeinspiracje.pl |
Nasza będzie wydrukowana na granatowo w białej ramce.
Bardzo praktyczna jest tak pomyślana tablica bo w sekundę znajduje się siebie i swój stolik, a takie wodzenie wzrokiem po tablicy gdzie jest osobna lista do każdego stolika jest raczej kłopotliwe.
Tą tablicę będziemy drukować w ostatniej chwili więc nie wkleję jej przed ślubem na bloga:)
piątek, 9 sierpnia 2013
Prognoza na wrześniową sobotę
Uwaga, uwaga - łapiemy się już w długoterminowej prognozie pogody! Na razie jest super, oby taka pogoda faktycznie była w dzień ślubu!
Monogramy
Chyba nie miałam okazji pisać o moim pomyśle na księgę gości.
Bardzo spodobał mi się taki pomysł - pomyślałam, że życzenia w takiej formie będziemy mogli później powiesić w naszej sypialni, tak, żeby zawsze były widoczne i codziennie się nam spełniały . Fajna pamiątka nie do szuflady.
Bardzo spodobał mi się taki pomysł - pomyślałam, że życzenia w takiej formie będziemy mogli później powiesić w naszej sypialni, tak, żeby zawsze były widoczne i codziennie się nam spełniały . Fajna pamiątka nie do szuflady.
No i zamówiłam literki - nasze monogramy.
Na razie są nie pomalowane i tak bardzo spodobały się memu chłopu, że się zaczął zastanawiać czy chce z nich robić księgę gości, czy nie powiesi ich o tak - takich surowych - na ścianie.
Myślę, że jakoś go przekonam :) Muszę tylko kupić cienkie pisali do tych życzeń, żeby się pomieścili wszyscy bo miejsca nie jest za wiele. Myślę, że mega istotne jest to, aby pisaki były odporna na promienie UV bo inaczej po roku wszystko nam zblednie. Po weselu chcieliśmy pociągnąć całość lakierem bezbarwnym też odpornym na UV. Tak zabezpieczone mam nadzieje będą nam pamiątką na długie lata.
czwartek, 25 lipca 2013
Poradnia rodzinna
Po pierwszych zajęciach z poradni rodzinnej, wieczorem trafiliśmy na film Monty Phytona Meaning of Life.
Zasadniczo poniższa
piosenka mówi dokładnie to o czym Pani na zajęciach, przygnębiające jest to, że
ona tak na poważnie...
Muszę przyznać, że na kolejnych zajęciach było nam bardzo trudno powstrzymywać się od śmiech, mając w pamięci tą właśnie piosenkę, ale udało się!
To nie tak, że nie szanuję kościoła i jego nauki, jednak uważam, że zakres odnoszący się do mężczyzny, kobiety i rodziny jest mocno sfatygowany i wymaga odświeżenia. Mam wrażenie, że żyję w średniowieczu, kiedy zasady o których uczą nas na tej poradni mają na celu wyłącznie zapobieganie przenoszeniu się chorób wenerycznych (tylko po ślubie wiadomo co), oraz produkowaniu kolejnych pokoleń i to jak najliczniejszych (bo wojny i choroby dziesiątkują społeczeństwo). Gdzie tu miłość do drugiego człowieka?!
Jednak trochę inaczej teraz jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












